• Wpisów:13
  • Średnio co: 124 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:00
  • Licznik odwiedzin:2 316 / 1747 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

- ... Ale to ja tu jestem geniuszem, nie Ty! – krzyknął Neji.
- To że nie potrafię używać ninjutsu, to nie znaczy, że nie mogę być geniuszem! – odparł Lee.
- Dobra, dobra. Przestańcie – uspokajała ich Tenten.
- To mu wytłumacz, że nie możemy teraz wybiec im na drogę tylko, dlatego że on jest podekscytowany misją... Jak to zrobimy cała misja pójdzie się pieprz...!
- Neji!
- Khm. Jak to zrobimy cały nasz wysiłek pójdzie na marne... – poprawił się Neji.
- Pragnę Was powiadomić, że kupcy uciekli – nagle ni stąd, ni z owąd pojawił się Gai.
- Gai- sensei?! Co Ty tutaj robisz? – zapytał Lee.
- Skończyłem właśnie swoją misję, więc postanowiłem, że do Was wpadnę... Ale... Nie wygląda, aby... O co właściwie się kłócicie?
- Nic takiego, sensei – powiedział Neji, a Lee tylko poparł go, kiwając głową.
- Wpadłem tylko na chwilę, bo podobno Piąta ma dla mnie jeszcze jakąś misję. Zakończcie swoją sukcesem...
- Hai! – odpowiedziała chórem cała trójka, a Maighto ruszył w dalszą drogę.
- ... Dobra. Odnajdźmy kupców i dokończmy, to zadanie – powiedziała brązowowłosa.
- Mhm – mruknął Neji.

Po około godzinie udało się im znaleźć kupców i ochronić ich przed złodziejami. Ruszyli w stronę pobliskiej wioski, aby przenocować w jakimś tanim hotelu, ponieważ robiło się już późno.

Zakwaterowali się do swoich pokoi. Neji i Lee mieli wspólny, a Tenten miała swój trzy pokoje dalej.

Od godziny dotarcia do hotelu w pokoju chłopaków nie było ani chwili spokoju. Neji i Lee cały czas się kłócili o to czy shinobi, który nie umie używać ninjutsu może być geniuszem.
- Nie rozumiesz, że ktoś kto nie potrafi używać ninjutsu nie może być shinobi?!
- Zamknij się! Będę najlepszym shinobi w wiosce... Nie! Będę najlepszym shinobi w świecie ninja!
- Taa... Jasne...
- Chłopcy! Zamkniecie się w końcu?! – nagle weszła do pokoju, wkurzona tym całym hałasem, Tenten – Drzecie się tak, że słychać Was na całą wioskę! Uspokójcie się, bo nas wywalą z hotelu... Po co się kłócicie? ... Neji, jesteś geniuszem z klanu Hyūga, a Ty Lee jesteś najlepszym shinobi, który nie umie używać ninjutsu jakiego kiedykolwiek widziałam. Nie musicie się kłócić o to kto jest lepszy...- i po tych słowach szatynka wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.
- ...Khm... Tenten nie zna innego shinobi, który nie umie używać ninjutsu – powiedział Hyūga, po czym na twarzach obydwu ninja pojawił się delikatny uśmiech...
- ... Przepraszam Neji... – powiedział po chwili Lee.
- Hm? Nie, to ja przepraszam. Nie powinienem tak do Ciebie mówić...
- Więc zgoda? – uśmiechnął się Krzaczasty.
- Zgoda – potwierdził Neji.
- Umm... To co idziemy już śpać?
- ... Wiesz co? Mam lepszy pomysł...
- Hee??? Jaki? – zapytał zdziwiony Lee, a przystojny użytkownik Byakugan’a się uśmiechnął.
- ... Idę się umyć... – powiedział Neji i poszedł do łazienki.

W tym czasie Lee, który czekał aż będzie jego kolej na wzięcie prysznicu, rozmyślał o co chodziło długowłosemu. Niestety przez te 15 minut, które zaoferował mu Neji, biorąc prysznic, Brewka nic nie wymyślił.

- Co robisz? – zapytał Hyūga, wychodząc z łazienki.
- Ymm... Słuchaj... O co Ci chodziło mówiąc, że „Masz inny pomysł”?
Neji uśmiechnął się i podszedł do Lee’ego.
- Chcesz się dowiedzieć? – odpowiedział pytaniem Neji, lekko się uśmiechając.
- Mhm.

Kiedy tylko szatyn usłyszał jak Lee przytaknął, rzucił go na łóżko, po czym sam usiadł na jego biodrach.
- N- Neji? Co Ty robisz? – zapytał zdezorientowany Krzaczasty.
- Odpowiadam na Twoje pytanie – powiedział Byakugan’owicz uwodzicielskim głosem.
- Hyy?

Neji musnął delikatnie usta Brewki i podszedł do drzwi, aby je zamknąć.
- No to teraz nikt mi nie przeszkodzi – mruknął do siebie szatyn z godnym psychopaty uśmieszkiem.
- Co?! O czym Ty...
W tym momencie Neji złożył kolejny pocałunek na ustach Krzaczastego i wrócił do wcześniejszej pozycji na nim.
- Neji co Ty robisz? – zapytał niewinnym głosem Lee jak tylko szatyn oderwał od niego usta.
- Jak to co? Godzę się z Tobą...
- Hm? Ale... Jak ktoś nas usłyszy?
- To co? I tak nas tu nikt nie zna.
- A Tenten?
- Och, przestań. Tenten jest trzy pokoje dalej, a ściany w tym hotelu są dosyć grube.
- Ale to... Ty jesteś chłopakiem... I ja też... No i my...
- No i co?! Skończ z tym! Nie chcesz się ze mną pieprzyć?!
- Hm?! Ymm... To nie tak... Ja po prostu...
- Skoro to nie tak, to przejdźmy do...
- Ale...! Ja... My... Czy my możemy?
- A kto Ci zabroni, kotku? – zapytał, a raczej stwierdził, Neji przybliżając swoje usta do szyi Brewki – Jeżeli mnie nie chcesz, to Cię zwyczajnie zostawię, a jeżeli nie masz nic przeciwko, to przestań w końcu gadać...
- Ym... No... Ja... To... To jest niemoralne!!!
- ...Co? ...
- T- To jest niemoralne... – mruknął Lee.
- Jak ja Ci zaraz powiem co jest niemoralne, to...! – krzyknął Neji, podnosząc rękę z chęcią walnięcia Brewki, jednakże szybko ją opuścił – Huuu... To nie ma znaczenia... Kto Ci powiedział, że to jest niemoralne? Mamusia?
- ... No po prostu... To jest niemoralne i już!
- Ach! Zamknij się wreszcie! – krzyknął długowłosy i opuścił swe usta na usta Krzaczastego.
Gładził delikatnie wargi Lee’ego swoimi. Po chwili do jamy ustnej bruneta wsunął się zwinnie język Neji’ego. Szatyn jakby szukając czegoś, ruszał powoli swoim językiem w ustach Brewki. Kiedy tylko jego język zatrzymał się na jakimś miękkim obiekcie, który był językiem bruneta, zaczął go oplątywać swoim zwinnym i delikatnym językiem. Jednakże Neji’emu, to nie wystarczało. Chciał więcej, więc wśliznął szybko swoje ręce pod koszulkę Brewki i zaczął nimi wędrować po jego brzuchu. Lee w tym czasie nie wiedział co ma zrobić. Nie wiedział czy ma uciec, czy może oddać się długowłosemu. Po chwili drgnął, ponieważ Neji zaczął bawić się jego sutkami. Lee poczuł, że jego członek zaczyna domagać się więcej, ale on nadal nie wiedział co ma robić, więc tylko wyczekiwał co stanie się dalej. Neji ssał sutki bruneta, a ten cicho pojękiwał. Podniecało, to szatyna. Possał jeszcze chwilę dwa guziczki na klatce piersiowej Brewki i zsunął się niżej. Przez spodnie zaczął masować członka Krzaczastego, a ten pojękiwał coraz głośniej.
- N- Neji... C- Co Ty robisz?
- Cii... Zaraz będzie jeszcze lepiej – szepnął Neji i wrócił do swojego zajęcia.
Nie śpieszył się. Powoli i delikatnie masował penisa bruneta. Po chwili rozpiął rozporek Lee’ego. Teraz delikatnie przejechał po białych majteczkach Brewki i od razu je ściągnął. Kiedy tylko członek Brewki pojawił się na powierzchni, Neji ściągnął swoje spodnie i bieliznę. Zaczął delikatnie masować opuszkami palców penisa bruneta. Jeździł w górę i w dół, a Brewka tylko pojękiwał. Faktycznie, było mu dobrze. Było lepiej niż kiedykolwiek. Po chwili szatyn przestał. Miał dość tylko dotykania Lee’ego rękami. Chciał więcej. Chciał go poczuć w sobie. Przejechał jeszcze raz palcem po penisie Krzaczastego i po chwili wziął go do ust. Lee cichutko zamruczał. Neji na ten odgłos tylko jeszcze bardziej się uśmiechnął. Zaczął powoli ruszać ustami w górę i w dół. Lizał delikatnie penisa Brewki. Co jakiś czas przestawał, aby trochę poirytować Lee’ego, a za chwilę znowu go lizał. Składał na nim delikatne pocałunki, co wywoływało u bruneta podniecenie. Po chwili szatyn wyciągnął penisa z ust.
- Hm? Co robisz? Dlaczego przestałeś? – zapytał zdziwiony Lee.
- Podoba Ci się? – uśmiechnął się długowłosy.
- Mhm – przytaknął, czerwieniąc się, Brewka.
Neji wepchnął swojego palca w usta Krzaczastego i powiedział mu, aby go poślinić. Ten grzecznie wypełnił rozkaz. Wtedy szatyn włożył powoli palec pomiędzy pośladki Lee’ego.
- Aaa! Co Ty robisz?
- Cii... Zaraz będzie w porządku, kochanie...
Kiedy Lee przyzwyczaił się do tkwiącego w jego tyłku palca, Neji zaczął nim poruszać. Do góry i w dół, w prawo i w lewo. Po chwili dodał dwa kolejne palce. Lee znowu krzyknął. Tym razem Neji zamiast poczekać, wepchnął palce jeszcze głębiej.
- Aaa! Neji! Przestań!
- Za chwilę się przyzwyczaisz. Spokojnie.
Neji powoli i delikatnie ruszał palcami wewnątrz bruneta. Za jakąś chwilę wyciągnął gwałtownie palce, na co Lee głośno jęknął.
- Dlaczego je wyciągnąłeś? Już się przyzwyczaiłem...
- No właśnie...
Neji pomasował swojego penisa i włożył go do dziurki pomiędzy pośladkami Brewki.
- Aaa! Neji! To boli!
Szatyn na te słowa wbił go tylko głębiej. Odczekał chwilkę i choć Lee jeszcze się nie przyzwyczaił, zaczął ruszać swoim penisem. Teraz Neji poruszał nim powoli do siebie i do Brewki, który rozkosznie pojękując, podniecał napalonego szatyna.
- Jesteś słodki... – powiedział cichutko Neji.
- Ughmm... N- Neji... T- To... To nadal boli...
- Zaraz przestanie, misiu...
Neji pchał coraz mocniej. Po chwili zauważył jak strużka krwi spływa na pościel. Uśmiechnął się psychopatycznie i wepchnął penisa jeszcze mocniej, przy czym Lee doszedł, wykrzykując jego imię. Neji poruszał się jeszcze chwilę i sam doszedł. Wyciągnął swojego penisa, po czym przybliżył go do twarzy bruneta.
- Obliż – rozkazał.
Brewka na te słowa wysunął niepewnie język i polizał członka Neji’ego.
- Jeszcze – powiedział szatyn, wpychając swojego penisa do ust Brewki.
Brewka zaczął krążyć językiem po twardym członku długowłosego. Neji widząc, że Lee czuje się niepewnie, zaczął sam poruszać swoim penisem wewnątrz ust bruneta. Zaczął powoli, ale jego tempo zaczęło szybko przyśpieszać. W pewnym momencie Neji wbił się mocno penisem w gardło Krzaczastego. Po chwili z ust bruneta zaczęła wyciekać sperma. Sunęła się powoli po podbródku Lee’ego. Szatyn wyciągnął członka i oblizał białą ciecz na twarzy Brewki. W tym momencie z penisa Lee’ego znowu wytrysnęła sperma. Neji uśmiechnął się zawadiacko i zlizał ją z członka bruneta. Brewka jęknął cichutko.
- ...Nie było aż tak źle, co? – zaśmiał się Neji i pocałował delikatnie bruneta.
- Mhm – odpowiedział Lee.
- Idź się umyj, kochanie...
- Hm? ... A- Ach... Tak – wyjąkał Krzaczasty i ruszył w stronę łazienki, ale po chwili wrócił się, aby wziąć spodnie do spania.
- Aż tak było dobrze, że Ci się coś w głowie pomieszało? – zapytał, podśmiewując się cichutko, Neji.
- Hahaha, ale śmieszne – mruknął pod nosem Lee.
- No idź już się myć, idź...
- No a co niby robię? – burknął brunet, wchodząc do łazienki.


Następnego dnia wszyscy spotkali się przy recepcji, aby oddać klucze.
- No i co chłopaki? Nie pozabijaliście się? – zapytała Tenten.
- No co Ty? My? – zaśmiał się Neji, patrząc na Brewkę.
- A kto inny? Przecież to Wy kłóciliście się cały wczorajszy wieczór – stwierdziła szatynka.
- Nie pamiętam – powiedział długowłosy, kładąc na ladę klucz od pokoju.
- Hahaha, bardzo śmieszne. Czyli się pogodziliście, tak?
- No jasne – odpowiedział Neji, patrząc porozumiewawczo na Lee’ego.

- To dobrze – Tenten oddała klucz i wszyscy ruszyli w stronę Konohy.



______________________________________________
Konichiwa! ^-^
Dawno nie było rozdziału, wiem. Jednakże na dzisiaj wstawiłam Wam Oneshot'a, którego pisałam dosyć długo... Dlaczego długo? Po prostu, nie wiedziałam co mam napisać, aż w końcu uznałam, że wyzwolę swoje zboczone myśli w tym oto opowiadaniu. (-'3'- Mam nadzieję, że Wam się spodoba ^-^
Miłego dnia!












Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
~Iruka~

Z samego rana obudził mnie donośny dźwięk budzika.
- Mmm... CO?! JUŻ TAK PÓŹNO?! DLACZEGO TEN GŁUPI BUDZIK DOPIERO TERAZ ZADZWONIŁ?! Cholera zaraz się spóźnię do pracy!
Szybko się umyłem, ubrałem i wybiegłem z domu bez śniadania.


**************************


~Kakashi~

Około 500 Yamato obudził mnie, mówiąc że Gaara pilnie nas wzywa. Szybko się umyłem, ubrałem i ruszyłem z drużyną w stronę biura Kazekage.
Kiedy już tam dotarliśmy okazało się, że godzinę wcześniej znowu był napad. Tym razem na sprzedawcę. Na szczęście rany nie są śmiertelne, jednakże gdyby ludzie nie zareagowali tak szybko, zapewne skończyłoby się to gorzej.
- Musimy szybko działać. Nie jest dobrze... Kakashi, muszę Cię prosić, abyś mi pomógł jak najszybciej znaleźć tych co dopuszczają się tego przestępstwa. Sprawy zaszły za daleko.
- Hai, Kazekage- sama – odpowiedziałem – Zaraz idziemy na poszukiwania sprawcy. Zaczniemy od wioski, jeżeli nic nie znajdziemy, kontynuujemy poszukiwania poza Sunagakure.
- Dobrze, dziękuję.

Wyszliśmy z biura i od razu zaczęliśmy poszukiwania choćby najmniejszego szczegółu.
- Nic tu nie ma. Osoba, która napada na Sunę musi być naprawdę bardzo ostrożna – stwierdził Yamato.
- Może po prostu coś pominęliśmy...- powiedziałem.
- Jak mieliśmy coś pominąć skoro dokładnie przeszukaliśmy całą wioskę?! – zapytał Naruto.
- Hyy... Dobrze. Na dzisiaj skończymy. Wyśpimy się i jutro z samego rana znowu przeszukamy Sunagakure – powiedziałem.
- Hai – powiedziała cała trójka.

Wróciliśmy do swoich pokoi. Od razu umyłem się i poszedłem spać.
Następnego dnia z samego rana wyruszyliśmy na ponowne poszukiwania, które nadal odbywały się w Sunagakure. Tym razem Pakkun coś znalazł. Było to małe pudełeczku leżące w dziurze, która była przykryta kartkami, a następnie zasypana dużą ilością piasku. Znajdowało się w niej kilka kunai’ów i shuriken’ów, a pod nimi była mała karteczka, na której było napisane: „Misja Unicestwienie”. Nie wróżyło, to nic dobrego...
Ruszyliśmy z tym pudełkiem do Gaary.
- Hmm... Jak mogliśmy tego przez ten cały czas nie znaleźć?
- Dziura, w której była ta szkatułka, znajdowała się na obrzeżach wioski i do tego...
- Co się stało? Co „Do tego...”, Kakashi? – zapytał Kazekage.
- Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że tej dziury jeszcze wczoraj tam nie było... Tak! Na pewno jej nie było. Sprawdzaliśmy wczoraj tamto miejsce. Jestem pewien, że ninja z Suny też tam byli. Ktoś musiał, to umieścić w nocy...
- Czyli możliwe jest, że ktoś z wioski pracuje z bandytami... – podsumował Tenzō.
- Hm... Kankuro, zwiększcie ochronę głównej bramy!
- Mhm- odpowiedział mężczyzna z kapturem na głowie i z wymalowaną twarzą.

Wyszliśmy z biura czerwonowłosego i udaliśmy się na dalsze poszukiwania. Zanim się spostrzegliśmy, zastała nas noc.
Już chcieliśmy się udać do swoich pokoi, gdy wraz z Kazekage pojawili się przed nami Raidō i Aoba.
- Hokage – sama każe wam wrócić do wioski. Ta misja zostanie przejęta przez Drużynę Guy’a – powiedział Raidō.
- Eee? Dlaczego?! – oczywiście ten żółtowłosy, nierozgarnięty Naruto musiał mieć jakiś problem... Chociaż... W sumie ja też chciałem wiedzieć, dlaczego przerwano nam misję i przekazano komuś innemu.
- ... Tak naprawdę wasza misja tak do końca nie została przerwana.
- Że co? Przecież Wy właśnie... – nie dokończyła Sakura, ponieważ Aoba jej przerwał.
- Będziecie obserwować drugi oddział, jednocześnie szukając tropu.
- Nie rozumiem. To po co w ogóle jest ten nowy oddział? – zapytał Yamato.
- Przedstawimy Wam plan u mnie w gabinecie... – powiedział Gaara, po czym odwrócił się i ruszył w stronę biura. Poszliśmy za nim.

- A więc tak... – zaczął Aoba – My opuszczając wioskę, utworzymy wasze klony, aby wrogowie myśleli, że w Sunagakure nie ma już żadnej pomocy z zewnątrz. Wtedy Wy będziecie udawać mieszkańców Wioski Piasku i jednocześnie po kryjomu prowadzić śledztwo... No i obserwować drugi oddział, który jest dosyć... Hmm... Jakby to powiedzieć...
- Nierozgarnięty – przerwał Aobie mężczyzna z blizną po lewej stronie twarzy, Namiashi.
- No, dokładnie tak! – kontynuował okularnik – W każdym bądź razie, to jest waszą misją.
- Czyli rozumiem, że jak drugi oddział wchodził do wioski, to także był zamaskowany? – zapytałem.
- Tak – odpowiedział krótko Aoba.
- Dobrze, więc gdzie jest teraz ten oddział?
- Ymm... Powinni być teraz w miejscu, w którym znaleźliście tą szkatułkę – odpowiedział Raidō.
- W takim razie już tam ruszamy – powiedziałem i ruszyłem wraz ze swoją drużyną w stronę, wspomnianego przez zabliźnionego mężczyznę, miejsca.

... Kiedy już tam dotarliśmy nie mogłem uwierzyć własnym oczom... Drugi oddział był w składzie, o którym nigdy bym nie pomyślał...


______________________________________________
Ohayō! ;*
No i już ósmy rozdział ^^ Myślała, że pojawi on się troszkę wcześniej, jednakże już niedługo ( dokładnie za 2 dni ) koniec roku, więc musiałam się trochę bardziej niż zwykle przyłożyć do nauki Na szczęście będę miała pasek na koniec roku ^o^ A jak tam u Was z ocenami?
Oczywiście, jak zawszę, proszę o konstruktywną krytykę i dziękuję Alexxis ミチャ za to że zawsze mi pomaga wyrażając tą szczerą opinię na temat moich rozdziałów
Pozdrawiam i życzę wszystkim udanych wakacji ;**
 

 
~Kakashi~

Po opuszczeniu domu Iruki, od razu ruszyłem w stronę mieszkania Tenzō. Kiedy tam dotarłem okazało się, że jutrzejszego dnia wraz z nim i Team 7 wyruszam do Sunagakure.
Wróciłem do domu i wziąłem się za pakowanie plecaka. Kiedy skończyłem to robić, poszedłem pod prysznic.
... Ciekawe co to za misja...
Cóż... Po tym jak się już umyłem, ubrałem się w spodnie od piżamy i poszedłem spać.



**************************


~Naruto~

Czekaliśmy z Sakurą i kapitanem Yamato pod bramom już ponad godzinę. Oczywiście, Kakashi- sensei zawsze się spóźniał, jednakże i tak mnie to za każdym razem wkurzało. Czekać godzinę w takim upale, to gorsze od jakiejkolwiek misji.
- Hmm... Powinniśmy już ruszać – powiedział kapitan Yamato.
- Właśnie. To podobno bardzo ważna misja, nie możemy się spóźnić – odpowiedziała mu Sakura. Widać było że też była nieźle wkurzona.
- To chodźmy sami. Ten nierozgarnięty zboczuch najwyżej nas dogoni – stwierdziłem. Przecież nie będziemy czekać wieczność...
-Ohayō, drużyno! – usłyszałem nagle za sobą głos Kakashi – sensei’a.
- Pff... O wilku mowa... – powiedziałem.
- Kakashi- sensei, spóźniłeś się! – krzyknęła Sakura.
- Wiem, wiem... Niestety, ale spotkałem na drodze starszą panią i...
- KŁAMSTWO! – krzyknęliśmy chórem wraz z Sakurą i kapitanem Yamato.
- ... Ym... No to co powiecie na to żebyśmy już ruszyli w drogę? – zapytał zbok z głupim uśmiechem.
- Wreszcie... – odpowiedziałem.

Ruszyliśmy w stronę Sunagakure.
Po kilku godzinach przy granicy Kraju Ognia zatrzymaliśmy się w małej wiosce. Kupiliśmy tam prowiant i ruszyliśmy dalej.
Nie mieliśmy szczęścia. Kiedy dotarliśmy do Kraju Piasku i byliśmy w środku pustyni, rozpętała się burza piaskowa.
- I co teraz? – spytałem.
- Cóż nie mamy innego wyboru jak iść ostrożnie w stronę Suny – odpowiedział mi Kakashi- sensei.
- Racja. Nie mamy się gdzie zatrzymać – rzekła Sakura.

Powoli i ostrożnie brnęliśmy w stronę punktu naszej misji. Po jakiś 20 minutach burza ustała. Przyśpieszyliśmy trochę tempo i po kilku godzinach zrobiliśmy sobie przerwę.
- Tu zanocujemy – powiedział kapitan Yamato, wskazując na jakąś niedużą jaskinię.
- Mhm. Wreszcie trochę odpoczynku! – ucieszyłem się, ale... – Ym... Tylko że ja... Ja zapomniałem śpiwora... – kurde! Kompletnie zapomniałem. I co teraz? Chyba nie będę musiał spać w jednym z Kakashi- sensei’em
- Wiedziałam... Dlatego wzięłam też dla Ciebie, Naruto.
- Ooo... Sakura- chan jesteś dla mnie taka miła... Chyba się we mnie zakoch...
- Nawet sobie nie myśl! Baaka! – i właśnie w tym momencie dostałem z „liścia” w twarz... Ała...
- N- nie musiałaś tego robić, Sakura- chan... Bez przemocy też bym załapał...
- Dobra, wystarczy. Lepiej połóżcie się już spać, bo z samego rana musimy wyruszyć – powiedział siwy zboczeniec, który już trzymał w ręce tę swoją porno- książkę.
- Hai, hai... – odpowiedzieliśmy z Sakurcią i położyliśmy się w śpiworach.


**************************


~Tenzō~

- Kakashi- senpai, Kakashi- senpai, powinniśmy już się zbierać... – budziłem siwowłosego jōnin’a.
- Ymmm... Yamato? ... Co Ty tak nade mną wisisz?
- Gomen, ale po prostu budzę Cię już od jakiś 10 minut...
- Ahh...Poważnie?
- Mhm. Powinniśmy budzić resztę i ruszać do Sunagakure.
- Dobra...

Obudziliśmy Sakurę i Naruto, a następnie szybko coś zjedliśmy.
- Okey! Zbieramy się – powiedział Kakashi.
- Hai – odpowiedzieliśmy z zielonooką i blondynem.

Do Suny szliśmy około 7 godzin.

- Ahh... Wreszcie... – wydyszał Naruto.

- Witajcie! – usłyszeliśmy po chwili głos Gaary, dochodzący z głównej bramy.
- O! Gaara – uśmiechnął się Naruto.
- Miło Cię widzieć – powiedziała Sakura ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- Witaj... Co się dzieje Kazekage- sama? - zapytał Kakashi- senpai.
- Może wytłumaczę Wam to później. Pewnie jesteście zmęczeni. Zaprowadzę Was do pokoi.

Weszliśmy do wioski i zauważyłem, że na ulicach nie ma żywego ducha.
- Gdzie się wszyscy podziali? – spytałem.
- No właśnie... Wolą nie wychodzić, ponieważ ostatnio w Sunagakure zdarzają się kradzieże i morderstwa... Niby to nic trudnego znaleźć przestępcę, jednakże wysłałem większość shinobi, a oni nadal nic nie znaleźli. Ani jednego śladu...
- Dziwne... – mruknął niebieskooki.

Po tym jak zjedliśmy kolację i rozpakowaliśmy się zebraliśmy się w pokoju Kakashi’ego, aby uzgodnić od czego powinniśmy zacząć, aby złapać winowajcę.

- Nie sądzie, aby to była jedna osoba... – powiedziałem.
- Dokładnie. W pojedynkę nie dałaby rady zamaskować tak dobrze śladów – zgodził się ze mną siwowłosy.
- Jak to możliwe, że ludzie Gaary nic nie znaleźli? Przecież to niemożliwe... – powiedział Naruto.
- Nie mam pojęcia. Strasznie to dziwne – powiedziałem.
- To co robimy? – zapytała Sakura.
- Na początku rozejrzymy się w wiosce, a jeżeli nic nie znajdziemy, to zaczniemy poszukania poza wioską – powiedział Kakashi.
- Jasne, ale skoro shinobi z Suny nic nie znaleźli, to niby dlaczego my mielibyśmy to zrobić? – zauważył Naruto.
- Nie mamy zbytnio wyboru... – odpowiedział siwy jōnin.
- Hm... Zastanawia mnie jeszcze jedno. Jeżeli jest to osoba spoza wioski, to jak się do niej dostała, przecież Sunagakure jest chroniona, a jeśli to osoba z wioski, to znaleźliby coś, jakiś ślad... To nie będzie łatwa misja...
- Racja... Jeżeli za tydzień wrócimy do Konohagakure, to będzie dobrze – odpowiedział zmartwiony tym wszystkim Kakashi.
- Dobra. Możecie już wracać do swoich pokoi – powiedziałem, po czym sam wyszedłem z pokoju senpai’a.


Było już późno, więc od razu się przebrałem i poszedłem spać.


______________________________________________
Ohayō! ^.^
Wyjątkowo szybko napisałam ten rozdział. Niestety nie pojawia się w nim Iruka. Musicie to przeboleć
Oczywiście jak zawsze proszę o krytykę, bo naprawdę bardzo się przydaje
Pozdrawiam ;*


  • awatar Azjatycko z opowiadaniami ^,^: @SallyLou: Haha ^-^ Dziękuję c: Myślę, że następny rozdział będzie za nie długo, bo mam wenę •v•
  • awatar SallyLou: czytam i czytam i czytam.... i jestem totalnie zachwycona :)aż nie mogę się doczekać co będzie dalej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
~Iruka~

Wraz z przebudzeniem skończyło się moje wolne od uczenia dzieciaków. Mimo wszystko naprawdę lubiłem to robić. Owszem moi uczniowie czasami mnie nieźle wkurzali, ale czułem satysfakcję, że uczę przyszłość Konohy.

Wstałem z łóżka, poszedłem do łazienki się umyć i ubrać, po czym zjadłem na śniadanie ramen i równo o 740 wyszedłem z domu i ruszyłem w stronę akademii. Po jakiś 10-15 minutach dotarłem do niej. Poszedłem do klasy i... Jak?! Co się dzieje?!
Ujrzałem przygniecionego szafom ucznia, a wokół niego wielki tłum. Bez żadnego zastanowienia z trudem podniosłem mebel z ucznia. Byłem przerażony. W końcu w pewnym sensie odpowiadałem za niego.
- Co się tutaj dzieje?! Czy Wy powariowaliście?! Takuji w porządku?! Nic Ci nie jest?
- N-nie... Nie przygniotła mnie, spadłem pomiędzy półki...
- Czy Wy macie w ogóle mózgi?! Ja to się stało?!
Cała klasa milczała, jednakże po jakimś czasie...
- T-to przeze mnie... To ja kazałem mu się wspinać po tej szafie. Myślałem, że to będzie fajna zabawa, w końcu w akademii jeszcze nas nie uczą jak się wspinać za pomocą chakry i w ogóle... Chciałem sam to zrobić żeby poczuć jak to jest, ale... Ale się bałem... -odpowiedział nieśmiało Hitoshi, jeden z lepszych uczniów. Szczerze mówiąc w ogóle się tego po nim nie spodziewałem. On... On zawsze był cierpliwy, wiedział że technik w tym stylu uczy się dopiero po zakończeniu akademii. Co mu odbiło?!
- Skoro sam się bałeś, to po co kazałeś zrobić, to komuś innemu?
- Sądziłem, że jak Takuji uzna, że to bezpieczne i fajne, to dopiero wtedy ja to zrobię.
- A jakby nie skończyło to się tylko na kilku siniakach, to co byś zrobił?! Przyznałbyś się? Hitoshi... – przerwał mi dzwonek na zajęcia- Obydwoje zostaniecie po lekcjach... I tak miałem z Wami porozmawiać.


Kiedy zajęcia się skończyły Takuji i Hitoshi chcieli szybko wyjść z klasy... No tak... Takuji zrobiłby wszystko, aby uniknąć konsekwencji, a Hitoshi po prostu się bał. To pierwszy raz kiedy zrobił coś za co mógłby zostać ukarany...
Zawołałem obydwu, a Oni posłusznie podeszli.
- I co? Nic Ci nie jest Takuji?
- Nie, sensei... – odpowiedział mi mój kruczowłosy, dość wysoki uczeń.
- Hmm... I co ja mam z Wami zrobić? Hitoshi po Tobie to już w ogóle się tego nie spodziewałem.
- Gomen, Iruka- sensei... – mruknął pod nosem średniego wzrostu blondyn.
- Mówił sensei, że i tak miał z nami porozmawiać. O co chodziło? O czym chcesz z nami porozmawiać, Iruka- sensei? – zapytał Takuji.
- Ahh... Tak, no właśnie... Czy coś się stało? Od jakiegoś czasu widzę, że zbytnio dobrze się nie dogadujecie. O co chodzi?
- A czy my kiedykolwiek się dogadywaliśmy? – mruknął czarnowłosy, gdy Hitoshi stał obok i wpatrywał się w podłogę.
- No nigdy nie było pomiędzy Wami aż takiego napięcia, mimo to i tak Hitoshi poprosiłeś Takuji’ego, o to aby wspiął się po tej nieszczęsnej szafie...
- Skoro mnie poprosił, to chyba znaczy, że nic takiego się nie dzieje...
- ... Hitoshi, może Ty coś w końcu powiesz?
- Hm?! Aaa... Ym... J- ja ten... Nic takiego się nie wydarzyło sensei. Nie musisz się martwić...
- Skoro tak mówicie... Ale jakby coś, to mi powiedzcie... A co do tej szafy... Dzisiaj Wam odpuszczę, ale następnym razem nie myślcie sobie, że Wam to przejdzie płazem. Dobra?!
- Hai, sensei! – odpowiedzieli chórem i wybiegli z klasy.

Co za kłopotliwe dzieciaki...

Hyy... Muszę jeszcze iść do sklepu po coś na obiad...
W sumie... Może zjadłbym u Ichiraku ramen?

Ruszyłem w stronę Ichiraku i natknąłem się na... Yamato...
- Ohayō, Iruka! Nie widziałeś przypadkiem Kakashi’ego?
- Ym... Nie, dzisiaj od rana byłem w akademii.
- Oh, jak tak to przepraszam, ale jakbyś Go później gdzieś spotkał, to daj mi znać, ok?
- Jasne.
Jasne... Jak zawsze, to ktoś musi szukać Kakashi’ego, a nie On kogoś...

<burczenie w brzuchu>

Ahh... Ale jestem głodny.
Przyśpieszyłem tępo i już po jakiś 3-4 minutach siedziałem wygodnie na krześle u Ichiraku i jadłem ciepłe ramen z wieprzowiną .
Kiedy skończyłem szybko ruszyłem do swojego mieszkania. Nie mam pojęcia dlaczego, ale byłem strasznie zmęczony... Jak dotarłem do domu była około 1600.
Cóż... O tej godzinie raczej nie pójdę spać.
Podszedłem do półki i wpatrywałem się w dziesiątki książek na niej leżących.
Po jakiejś chwili wybrałem jedną z nich, a było to „Nindō: Czy shinobi są potrzebni?”, położyłem się na łóżku i zacząłem czytać.
Muszę przyznać, że była bardzo wciągająca, zanim się spostrzegłem, była już za dwadzieścia osiemnasta.
Włożyłem do książki zakładkę, odłożyłem ją na stolik nocny i poszedłem wziąć prysznic. Następnie zjadłem na kolację ryż z warzywami i położyłem się spać.


Po jakiś 20 minutach obudził mnie dzwonek do drzwi.
Kto mógłby teraz do mnie przyjść?
Otworzyłem drzwi i... Taa, w ogóle się nie spodziewałem...
- Co Ty tu robisz Kakashi?
- A nie miałem co robić, to stwierdziłem, że wpadnę zobaczyć co robisz, ale...-siwowłosy patrzył się na mnie jak na... Kurde! Dopiero teraz się kapnąłem, że otworzyłem mu drzwi, będąc w samych bokserkach! Cholera, jaki wstyd!
Zatrzasnąłem jōnin’owi drzwi przed nosem i szybko pobiegłem założyć jakiekolwiek spodnie i koszulkę.
Po jakiś 3 minutach wróciłem. Otworzyłem drzwi, za którymi stał Kakashi i...
- Znowu mi zatrzaśniesz drzwi przed nosem czy mogę wejść?
- Gomen... Jasne. Wchodź.
- ... Nie przeszkadzało mi, że byłeś w samych bokserkach...
- Co?! O czym Ty mówisz?!
- Nieważne...
- ... A tak w ogóle... Yamato Cię szukał.
- Tak? Czego chciał?
- Nie wiem, ale jakby coś kazał mi powiedzieć jakbym Cię spotkał.
- Ahh... Jasne... Spałeś już?
- Hm?! – ja Mu mówię o czym innym, a ten znowu o swoim... Yhh... On się chyba nigdy nie zmieni...
- Pytam się czy już spałeś? Chyba że zawsze otwierasz innym w samych bokserkach...
- A! Tak! Spałem... Byłem trochę dzisiaj zmęczony, więc położyłem się wcześniej spać. A w ogóle... Co Ty tu w końcu robisz?
- Mówiłem, że mi się nudziło... Ale wiesz jeżeli jesteś zmęczony, to już pójdę, tym bardziej, że Yamato mnie szukał. Sayōnara – odpowiedział siwowłosy, wychodząc z mieszkania i zamykając drzwi...
Taa...

Sciągnąłem z siebie koszulkę i spodnie, aby znowu zostać tylko w bokserkach do spania, zamknąłem drzwi na zamek i wracając do poprzedniej czynności, poszedłem spać...

_________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale miałam małe problemy ;/ Rozdział był pisany tylko wtedy kiedy miałam jakiś pomysł i chęci, więc też dlatego dodaję go dopiero teraz... Jeszcze raz przepraszam i proszę o krytykę ^^

 

 
~Iruka~


Obudziłem się dosyć wcześnie. Wstałem z łóżka, ubrałem kapcie i… popatrzyłem na kalendarz. Kakashi ma urodziny!
Co Mu kupić? Bombonierkę? Kwiaty? … Co?! Jestem facetem, dlaczego miałbym kupować takie rzeczy innemu mężczyźnie?! Ufff… Myśl Iruka, myśl… Może po prostu upiekę Mu tort? Albo tylko złożę życzenia, przecież nasze kontakty, to misje i rozmowy o postępach mojej byłej klasy, nic więcej…
Pff…. Same życzenia, to najlepszy pomysł... Chociaż czy to nie za mało?

************************************

~Kakashi~


Wstałem dzisiaj i niestety, zauważyłem w kalendarzu, że są moje urodziny. Nienawidziłem tego dnia. Zawsze spędzałem urodziny na misji albo całkowicie sam.
Hmm… O! Wiem! Iruka ma wolne, więc może On mógłby ze mną...
.
.
.
Nieeee… Dlaczego niby On miałby je ze mną spędzać? Pff...
Ubrałem się i zjadłem śniadanie. Nie mam na dzisiaj żadnej misji, więc zapewne, tak jak myślałem, spędzę cały dzień na treningu i czytaniu książki.
Tak więc poszedłem na plac treningowy, poćwiczyłem jakieś 2 godzinki i... Wyczułem chakrę... Iruki.
- Ohayou, Kakashi – powiedział zdyszany szatyn.
- Ohayou, Iruka. Co tu robisz?
- Ymm... Tak jakby... No... Masz dzisiaj urodziny, więc... Więc pomyślałem, że upiekę Ci jakiś tort i w ogóle... – i po tych słowach poczułem się... Jakoś miło. Ucieszyłem się, że ktoś pamięta o moich urodzinach, ale... Skąd Iruka wiedział kiedy one są?
- Co?! Skąd o tym wiesz?
- Ymm... Właściwie to ja... Zobaczyłem kiedyś w Twoich aktach.
Dlaczego Iruka czytał moje akta? Co On jakiś nienormalny?
- Mogę wiedzieć, dlaczego czytałeś moje akta?
- To nie tak... Po prostu... Ja... Ymm...
- Dobra nieważne, więc gdzie jest ten tort?
- Co?! A tak... – brązowowłosy wyciągnął w moją stronę dłonie, w których trzymał białe pudełko z niebeską kokardką.
Otworzyłem je i... I stwierdziłem, że jeśli ten tort naprawdę piekł Iruka, to musiał go robić cały dzień. Ciasto było jak ze sklepu, trzypiętrowe, na wierzchu posmarowane czekoladową masą, a na niej widniał, jeżeli się nie mylę, malinowy lukier, którym było napisane „Dla Kakashi’ego z okazji 30 urodzin”.
- Czy Ty naprawdę sam go upiekłeś?
-Tak, a co?
- Nic, nic, tylko... Musiałeś piec go cały dzień.
- Hm? Nieee. Jakieś półtorej godziny – powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Naprawdę? ..... A gdzie talerze?
- C-co?!
- No jak Ty masz niby zamiar, to zjeść? Z ziemi?
- O kurdę! Zapomniałem o talerzach! – odpowiedział szatyn, po czym zaczął się kręcić w kółko.
- Spokojnie, spokojnie. Chodźmy do mnie i tam zjemy.
- Ym... No ok.

**********************************

~Iruka~


Poszliśmy razem z Kakashi’m do Jego mieszkania. Najpierw skierowaliśmy się do kuchni, aby wziąć talerze i łyżeczki.
- Ymm... No to ten... Wszystkiego najlepszego!
- Co? A tak, dzięki. Tak szczerze mówiąc, to chyba po raz pierwszy od 15 lat spędzam swoje urodziny w jakiś normalny sposób, wiesz, tort i życzenia... – powiedział siwowłosy. Zdziwiłem się. Przecież miał drużynę, przyjaciół ( np. Gai’a ) i w ogóle.
- Dlaczego? Masz swoją drużynę i przecież Gai mógł... No ten... Nie żebym się mieszał w Twoje sprawy, ale...
- Ostatnio przez te 3 lata spędzałem urodziny na misjach. Poza tym inni też mają swoje sprawy, Gai ma różne misje, ma swoją drużynę.
- No cóż, faktycznie... Dobra, zjedzmy w końcu ten tort! – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie mogłem cały czas wypytywać Kakashi’ego o Jego życie.

Zjedliśmy tort, a później ze względu na, to że nie było tematu, zaczęliśmy rozmawiać o postępach Sakury i Naruto. Okazało się, że żółtowłosy poczynił bardzo duże postępy, z resztą tak samo jak Sakura. Hm... No o Sasuke, to chyba nic nie muszę mówić. Wiedziałem, że nienawidzi swojego brata, ale aż tak pragnął zemsty, aby opuścić Konohę i swoich przyjaciół? Cóż...
Po jakiejś pół godzinie uznałem, że pora już wychodzić.
- To ja już pójdę Kakashi.
- Hm? O tak. Dzięki za tort, Iruka – powiedział z uśmiechem na twarzy jōnin.
- Nie ma za co – odpowiedziałem wychodząc.
Było już około 1200. Skierowałem się do swojego mieszkania, ponieważ z tego wszystkiego nie posprzątałem jeszcze w kuchni po pieczeniu ciasta. Na blacie była rozsypana mąka i łyżki. W kranie stała góra naczyń. Wziąłem się za sprzątanie. Najpierw umyłem wszystkie brudne naczynia, a później zająłem się ścieraniem blatu. Kiedy skończyłem sprzątać była 1300. Resztę dnia spędziłem na treningu, czytaniu książek i... Rozmyślaniu nad tym co powiedział wcześniej Kakashi. Jak to pierwszy raz od 20 lat? Mam nadzieję, że mój prezent Mu się naprawdę spodobał. Trening i czytanie nie zajęły mi zbyt dużo, tak z 3- 4 godzinki, ale za to to całe rozmyślanie zajęło mi do wieczora... Pff... Nie powinienem się zajmować życiem innych, w końcu mam swoje własne.
Około 2100 położyłem się do łóżka, ale... Ale nie mogłem przestać myślećotym co powiedział Kakashi. Był lubiany w wiosce, więc dlaczego jest takim... takim samotnikiem?
Uff... I co teraz mam zrobić? Przecież, to nie moja sprawa, więc dlaczego tym się tak przejmuję? Naprawdę coś mi się dzieje...
Po jakiś 2 godzinach zasnąłem.

________________________________________________
Ohayo! ^,^ I jak? Mam nadzieję, że rozdział nie jest aż tak zły
Proszę o konstruktywną krytykę ;*
 

 
~Iruka~

Tak jak spodziewaliśmy się z Kakashi’m, zaraz po wyruszeniu zaatakowała nas druga grupa przestępców. Byli tylko trochę silniejsi od poprzednich przeciwników. Było ich około jedenastu. Większość z nich posługiwała się katanami, tylko 3-4 używało zwykłych kunai’ów lub shuriken’ów. Mieli całkiem niezłą taktykę, dlatego trochę nam zajęło ich pokonanie. Kakashi zajął się walką, a ja zastawiłem pułapkę z wybuchowych notek. Wszystko poszło po naszej myśli- przestępcy zajęli się walką, a ja szybko mogłem przykleić notki do drzew. Gdy już skończyliśmy walkę szybko, już bez żadnych przeszkód, odprowadziliśmy kupców do Wioski Takumi.
- Dziękujemy za ochronę – powiedział pan Mitsuo.
- To nasz obowiązek – odpowiedział Kakashi.
- …Może jednak nie jesteście tak słabi jak myślałem…- mruknął pod nosem Ryu.
- Hm?- zdziwiliśmy się z szaro- włosym, ponieważ młody syn pana Mitsuo przez całą drogę tylko jęczał jacy, to ninja są bezużyteczni.
- Jednak daliście radę we dwójkę załatwić tych złodziei – ciągnął dalej Ryu – Ymmm… Dzięki…
- Nie ma za co – powiedzieliśmy z Kakashi’m chórem, uśmiechając się jednocześnie.


*****************************************

~Kakashi~

- Ufff… Wreszcie skończyła się ta misja… - wzdychał Iruka.
- Mhm. Ale jeszcze musimy wrócić do wioski… - odpowiedziałem.
- Teraz, to my musimy rozłożyć namiot. Robi się już późno.
- Mhm – zgodziłem się.

Rozłożyliśmy namiot i poszliśmy złowić kilka ryb na kolację. Po około 30 minutach już siedzieliśmy przy ognisku, czekając aż upieką się nasze zdobycze. Gdy zjedliśmy przepraliśmy się i poszliśmy spać.

Następnego ranka… a raczej południa, wstając poczułem jakiś znajomy zapach. Wyszedłem z namiotu i zobaczyłem jak Iruka zalewa gorącą wodą ramen. Gdy tak na niego patrzyłem wydawało mi się, że…
- Ooo… Wreszcie wstałeś… - powiedział do mnie szatyn odwracając głowę w moją stronę.
- Mhhmm…- odpowiedziałem, ziewając.
- Ale musisz poczekać na śniadanie, ponieważ dopiero co zalałem…
- Hm? Zrobiłeś też dla mnie ramen??? – zdziwiłem się. Po co Iruka robił dla mnie śniadanie? Może on… Może on mnie lubi?! Ahhh… Nie, nie, nie! Obydwoje jesteśmy facetami i musimy sobie pomagać, to tyle… Tylko dlatego zrobił mi ramen…
- Tak, ja zjadłem jakieś dwie godziny temu…
Usiadłem obok brązowowłosego czekając, aż moje śniadanie będzie gotowe do spożycia.
- Wczoraj wstałeś przed 3: 00, a dzisiaj około 12: 00…
- Wczoraj, to był wyjątek… - mruknąłem, sprawdzając czy ramen jest już gotowe. Nie ukrywam, że byłem strasznie głodny.
- Aż tak jesteś głodny? – zapytał Iruka – Za jakieś 5 minut powinno być gotowe, a puki co możesz zjeść onigiri…
- Wytrzymam jeszcze 5 minut…

Po 2 minutach odkryłem miskę z ramen’em i zacząłem jeść.
- Mówiłeś, że wytrzymasz 5 minut…
- Hmmm… Wygląda na to, że jest już gotowe.
- Ahh… Nieważne, nieważne… Idę złożyć namiot.
- Mhm…

*****************************************

~Kakashi~

- Huu… Nareszcie w Konosze…
- Mhm. Chodźmy zdać raport.
Po kilkunastu minutach już byliśmy pod biurem hokage. Iruka zapukał i jak zawsze po usłyszeniu „Wejść!” weszliśmy.
- O! Kakashi! Iruka! Już wróciliście! I jak? Misja się udała?
- Mhm. Bezpiecznie odprowadziliśmy kupców hokage-sama – odpowiedziałem.
- Dobrze, więc napiszcie raport i przynieście go później.
- Hai! – odpowiedzieliśmy z szatynem i wyszliśmy.


- I co masz zamiar robić przez te 4 dni wolnego? – zapytałem Irukę zaraz po wyjściu z gabinetu Piątej.
- No nie wiem… Może pójdę do gorących źródeł… Jeżeli znowu nie dostane misji… Hm? A po co pytasz?
- A tak o. Po prostu byłem ciekawy… A! Nie musisz pisać raportu… Sam się tym zajmę. Cześć! – odpowiedziałem wchodząc na schody, które prowadziły do mojego mieszkania.

*****************************************

~Iruka~

Zaraz po tym jak pożegnałem się z Kakashi’m poszedłem do domu rozpakować swój plecak. Zastanawiałem się po co Kakashi chciał wiedzieć co będę teraz robić… Hmm… Może sam nie ma z kim spędzić czasu i chce znaleźć kogoś, aby minął mu szybko czas… Ahh… Nieważne…
Hmm… I co teraz by tu porobić? O! Pójdę do gorących źródeł, a później na ramen do Ichiraku….

Idąc do gorących źródeł zauważyłem Naruto, biegnącego w moją stronę.
- Ohayou Iruka- sensei!
- O, ohayou Naruto. Coś się stało?
- Nie, nic… Tylko pomyślałem, że może byś postawił mi ramen u Ichiraku?
- Huu… Przecież stawiałem Ci ostatnio… A poza tym dopiero wróciłem z misji i idę właśnie do gorących źródeł.
- Hm? Z misji? O, już wiem! Pójdę z Tobą sensei do gorących źródeł, a później mi postawisz ramen.
- Naruto… Dobra chodź, ale przez najbliższe dwa tygodnie nawet nie myśl o tym, że będę Ci płacił za ramen.
- Dobra, dobra…

Poszliśmy razem z Naruto do źródeł, a później do Ichiraku. Oczywiście jak zawsze Naruto musiał opustoszyć mój portfel…
- Arigatou, Iruka- sensei. Będę już leciał – powiedział blondwłosy ,wstając z krzesła.

Hmmm… I znowu nie mam co robić… Może po prostu wrócę do domu? W końcu i tak jest już późno.

Wróciłem do swojego mieszkania, położyłem się, poczytałem trochę książkę, a po jakiejś pół godzinie zasnąłem.

_________________________________________________________________________________________
Proszę o konstruktywną krytykę ;33
 

 
Szef przestępców kazał im się odsunąć i zaczął walczyć z Kakashi’m. Najpierw rzucił w niego kilkoma kunai’ami, ale Kakashi je wszystkie ominął. Następnie użył stylu ziemi, unosząc grunt pod nogami siwowłosego, aby ten podskoczył i wtedy ponownie go zaatakował kunai’ami. Walka ciągnęła się w nieskończoność. Nagle spod ziemi przede mną wyskoczył jeden ze złodziei i zaatakował mnie. Kakashi rzucił w niego kilkoma shuriken’ami, ale ten ich uniknął. Zacząłem z nim walczyć. Na szczęście mój przeciwnik był wolny, więc łatwo mi było go trafić. W końcu po kilkunastu minutach zadałem mu śmiertelny cios kunaiem. Zaraz po tym napadł na mnie od tyłu drugi.
- Iruka uważaj! Za tobą! – ostrzegł mnie siwowłosy jōnin.
- Wiem! – odkrzyknąłem.
Ten już był lepszy. Był szybszy, ale zadawał trochę mniejsze obrażenia. Za mną wyskoczył jeszcze jeden przestępca. Po chwili zauważyłem, iż walczyć z nim zaczął Ryu. Niestety po chwili już leżał na ziemi, więc musiałem podjąć walkę z oboma złodziejami. Po pewnym czasie wymęczyłem jednego. Zająłem się następnym. Zobaczyłem, że Kakashi w końcu pokonał swojego przeciwnika, używając słynnego chidori. Przyszedł mi z pomocą. Zajęliśmy się resztą bandziorów. Staliśmy chwilę, aby odpocząć, a po chwili białowłosy mierzył pięścią w moją stronę... „Ominął mnie” pomyślałem z ulgą, gdy zauważyłem, że pięść Kakashi’ego przeleciała koło mojej głowy. Po chwili usłyszałem, że jego dłoń jednak w coś uderzyła. Okazało się, że jōnin celował w przeciwnika, którego wcześniej wymęczyłem walcząc. Widocznie złodziej odzyskał siły i chciał mnie dźgnąć kunaiem w plecy.
- Dziękuję Kakashi.
- Nie ma za co. Nie spuszczaj gardy.
- Hai – odpowiedziałem.
Ruszyliśmy dalej. Szliśmy cały dzień, co jakiś czas robiąc bardzo krótkie przerwy. Gdy słońce zaczęło zachodzić Kakashi zaproponował, aby rozbić namioty. Wszyscy się zgodziliśmy. Pomogliśmy z białowłosym rozbić namiot panu Mitsuo i reszcie kupców, a następnie zajęliśmy się swoim.
- Gotowe! – krzyknął biało-włosy, rozciągając się.
- Mhm, pójdę po chrust na ognisko.
- Nie musisz tego robić. Shogo już poszedł – powiedział głos dochodzący zza moich pleców. Był, to pan Mitsuo.
- Naprawdę? Hmm… To trochę odpocznę. – powiedziałem i położyłem się na trawie, a Kakashi wszedł do namiotu. Po kilku minutach, także do niego wszedłem, gdy poczułem, że ziemia jest strasznie zimna. Rozsuwając nasz wspólny namiot zauważyłem, że Kakashi nie ma na sobie koszulki, a na kolanach trzyma otworzoną książkę Icha Icha. Nie wiem dlaczego, ale cicho jęknąłem pod nosem i zrobiłem się czerwony jak burak.
- Coś się stało? – zapytał siwo- włosy jōnin.
- N-nic… – „kurde, dlaczego tak się jąkam?”
- Na pewno? Jesteś cały czerwony.
- Mówię, że nic!
- …
- P-przepraszam… Nic się nie stało. – opanowałem się trochę i odpowiedziałem.
- Ty też się powinieneś przebrać.
- Z-za chwilę…
- Wstydzisz się mnie czy jak?
- Nie. Dlaczego miałbym? – Kakashi miał racje. Dziwnie się czułem widząc go bez koszulki, więc przebierając się przy nim… „ Jezuu… O czym ja mówię… Jestem facetem. Nie powinienem się go wstydzić…”. Gdy białowłosy wyszedł ściągnąłem koszulkę i zacząłem się przebierać.
- Iruka, ramen! – zawołał mnie po chwili Kakashi.
- Już, już! Chwilę! – założyłem szybko spodnie i wyszedłem zjeść kolację.
- Noo… Wreszcie – powiedział Kakashi, jedząc swoje ramen.
- Przebierałem się… - mruknąłem i zacząłem jeść swoją porcję.

***************************************

Obudziłem się jeszcze przed wschodem słońca, co było dziwne, bo zazwyczaj nie wstaję tak wcześnie. Podniosłem głowę i zobaczyłem Irukę, który oczywiście jeszcze spał. Stwierdziłem, że skoro wszyscy śpią i jest tak wcześnie, to poczytam trochę moją ulubioną książkę - Icha Icha Paradise.
- Hmm? Dlaczego tak wcześnie wstałeś? – zapytał jednocześnie ziewając Iruka.
- Nie wiem… Jakoś tak… A ty? Obudziłem cię?
- Nie, nie… Po prostu wstałem, bo jestem głodny .
- Tak jak teraz o tym wspominasz, to też chętnie bym coś zjadł…
- Może być ramen? – zapytał Iruka wstając i wyjmując z plecaka dwie zupki ekspresowe.
- Jasne… - zgodziłem się, choć tak naprawdę miałem już trochę dość jedzenia w kółko tego samego.
Odłożyłem książkę i wyszedłem razem z szatynem z namiotu. Rozpaliliśmy ognisko i ugotowaliśmy wodę. Zalaliśmy w miskach nasze ramen. Gdy już zjedliśmy wstali inni nasi towarzysze i także zjedli śniadanie.
- Skoro już wszyscy skończyli jeść, to wyruszamy! – powiedziałem.


_______________________________________________________________________________

Proszę o konstruktywną krytykę ;3
 

 
Gdy skończyliśmy jeść, Kakashi poszedł do namiotu. Oczywiście jak zawsze zaczął czytać Icha Icha Paradise. Ja ugasiłem ognisko, pomyłem miski po ramen w wodzie z jeziorka, które znajdowało się niedaleko miejsca, w którym rozbiliśmy namiot i także poszedłem się położyć. Leżałem myśląc o przebiegu naszej misji. Po kilkunastu minutach zauważyłem, że siwo-włosy jōnin już śpi, a książka leżała na jego koszulce. Podniosłem ją zaciekawiony jej zawartością. Zacząłem czytać. Choć książka była zboczona, to wciągająca.
-Nie ładnie jest zabierać czyjeś rzeczy – powiedział po chwili zaspany Kakashi.
-Yy… To… To nie tak… - speszyłem się – Ja tylko… Yyyy… Ja byłem ciekawy, dlaczego tak często czytasz tę książkę…
-Bardzo dużo rzeczy cię ciekawi… - mruknął - I co… Podoba ci się?
-Jest strasznie zboczona- mruknąłem pod nosem, choć tak aby spóźnialski jōnin usłyszał.
-Zboczona? Może trochę…
-Trochę? Chyba żartujesz! Tu wszystko jest tylko o seksie… - powiedziałem, czując, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Skoro ci się nie podoba, to możesz mi ją już oddać. – powiedział Kakashi, wyrywając mi książkę z rąk i otwierając na innym rozdziale.
-Dlaczego już nie śpisz? Przecież dopiero co zasnąłeś.
-Jakoś tak…
-Ymm… Ja już pójdę spać.
-Dobranoc – odpowiedział mi Kakashi już całkowicie wciągnięty przez tekst w książce.
Odwróciłem się na bok, tyłem do siwowłosego i zasnąłem.

*******************************************

Rano wstałem i zauważyłem Kakashi’ego wiszącego nade mną z trzema onigiri.
-Masz. Jedz, zaraz wyruszamy.
-Dzięki – odpowiedziałem i zacząłem jeść śniadanie.
Po tym jak zjadłem wyszedłem z namiotu, złożyłem go z siwym jōnin’em i ruszyliśmy do wioski, w której mieli na nas czekać kupcy.

*******************************************

-Jesteśmy już blisko – powiedziałem do Iruki.
-Mhm.
-Gniewasz się na mnie?
-Co? Niby dlaczego miałbym się gniewać?
-Całą drogę tylko potakujesz i potakujesz… Może się mi wstydzisz powiedzieć, że spodobała ci się moja książka, co?
-Nie! Po prostu… po prostu nie mam zbytnio o czym rozmawiać…
-…O! Jest brama… - powiedziałem zaraz jak zobaczyłem wejście do wioski.
-Chodźmy. Szybko… - pośpieszał mnie brązowo- włosy.
-Już, już… Co ci się tak śpieszy?
Weszliśmy do wioski i zaraz za bramą stali kupcy, których mieliśmy eskortować.
-To wy jesteście tymi ninja, którzy mają nas chronić? – zapytał jeden z nich.
-Tak. To my… Ja jestem Kakashi, a to Iruka – przedstawiłem nas.
-Miło mi. Ja mam na imię Mitsuo. To jest mój syn Ryu i moi przyjaciele: Yukio, Toshio, Toichi, Okakura, Haruki, Yujiro i Shogo.
-Jest was tylko dwóch? – zapytał młody mężczyzna o imieniu Ryu.
-Tak – odpowiedziałem.
-Pff… I to niby oni mają nas chronić? – powiedział zarozumiałym tonem sam do siebie Ryu.
-Właśnie… Dlaczego przysłano tylko dwóch ninja? Przecież mówiłem Hokage-samie, że gonią nas dwie grupy przestępców… - powiedział pan Mitsuo.
-Kakashi jest jednym z najlepszych jōnin’ów w wiosce – wtrącił Iruka.
-Naprawdę? Skoro tak mówisz… Więc ruszajmy… - odparł niezbyt zaskoczony Mitsuo.
-Dobrze – powiedziałem po czym ruszyliśmy do Wioski Takumi.

**********************************************


-Kakashi… - powiedział do mnie Iruka.
-Wiem…
-Coś się stało? – zapytał pan Mitsuo.
-Doganiają nas – odpowiedziałem i w tym momencie zza drzew wyskoczyła jedna grupa wspomnianych przez Piątą i Mitsuo’ego przestępców.
-Zabijać i brać wszystko co mają! – krzyknął jeden z nich.
-Nie tak szybko – odpowiedziałem.
-Ooo… Kogo ja tu widzę? Kopiujący ninja Hatake Kakashi… No to się zabawimy! - odpowiedział mi mężczyzna wydający rozkazy przestępcom.
-Iruka pilnuj kupców, ja się nim zajmę!
-Hai! – powiedział Iruka i ustawił się w najodpowiedniejsze miejsce do tego zadania.



============================================================


No i drugi rozdział ^,^ Tych co go przeczytają proszę o komentowanie i wytykanie mi błędów Mam nadzieję, że rozdział się podoba A tak w ogóle mam już napisane na zapas xD Już skończyłam pisać czwarty rozdział ;pp
Miłego dnia! :3



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Link na bloga z tymi samymi opowiadaniami ;pp -->http://azja-i-opowiadania.blogspot.com/

Na tamtym blogu będą te same opowiadania co tutaj tyle że może bardziej czytelne Pierwszy rozdział na tamtym blogu jest trochę zmieniony
Zapraszam! ;**
 

 
Był mglisty, dość chłodny dzień. Wstałem około 10: 00. Poszedłem do kuchni, ściągnąłem miskę z półki, nasypałem do niej moje ulubione płatki i zalałem je zimnym mlekiem. Skończyłem jeść około 10:30. Poszedłem do łazienki, aby się umyć i załatwić swoje potrzeby fizjologiczne. Ubrałem się, a następnie na wezwanie ruszyłem do biura Piątej.
Było już po 11, więc na ulicach były tłumy. Zanim się spostrzegłem byłem pod drzwiami do biura. Zapukałem i od razu po usłyszeniu „Wejść!” wszedłem.
-Wzywałaś mnie.
-Mam dla was misję.
-Dla NAS?- dopiero teraz dostrzegłem pod ścianą mężczyznę o brązowych włosach. Był, to Iruka.
-Tak, dla WAS – odparła Hokage podkreślając „was” – To misja rangi A. Będziecie eskortować kupców do Wioski Takumi.
-Skoro, to tylko eskorta, to dlaczego nie wyślesz tam jakiś dzieciaków?
-Kakashi myśl! Gdyby, to była tylko eskorta, to ta misja nie byłaby rangi A.
-Więc? W czym problem skoro ta misja JEST RANGI A?
-Będziecie musieli chronić kupców przed dwoma grupkami przestępców, którzy mają już na koncie kilka zabójstw i kradzieży. Wysłałabym tam kogoś innego, ale niestety są na innych misjach. Dzisiaj o 15:30 macie być pod bramą.
-Dobrze. – odpowiedzieliśmy chórem z szatynem i wyszliśmy.


-A ty nie powinieneś być w akademii? – zapytałem Irukę.
-Piąta dała mi wolne.
-Nie wygląda mi to zbytnio na wolne.
-Przynajmniej przez ten tydzień nie muszę się użerać z tymi dzieciakami. Przyda mi się trochę wypoczynku od nich.
-Więc o 15:30.
-Mhm. – odparł szatyn kiwając głową.


--------------------------------------------------------------------------------------------------


Czekałem na Kakashi’ego już od dobrych 20 minut. „Czyżby coś mu się stało? Nieee… Naruto przecież mi mówił, że ten szaro-włosy często się spóźnia, a poza tym sam kilka razy się o tym przekonałem czekając na raport od niego czasem nawet pięć godzin. Mam tylko nadzieję, że naprawdę nic mu…”- przerwał moje rozmyślanie znajomy głos.
-Yo, Iruka!
-Cześć. Znowu się spóźniłeś.
-Wiem, ale… - przerwałem mu.
-Tylko się nie tłumacz, że czarny kot ci przebiegł drogę. I tak nie uwierzę.
-Dobra, dobra. No to w drogę.
-Mhm. – wyruszyliśmy z Kakashi’m na misję.

---------------------------------------------------------------------------------------------------

-Dotrzemy tam za jakiś dzień, a zbliża się już noc, więc znajdźmy jakieś dobre miejsce do rozbicia namiotu. – powiedziałem szatynowi po kilku godzinach wędrówki.
-Hmmm… Myślę, że tam może być.
-Dobrze, więc rozbijmy namiot.
Zaczęliśmy wspólnie rozbijać nasz namiot. Gdy już go rozłożyliśmy Iruka poszedł szukać drewna, aby rozpalić ognisko, a ja poszedłem do namiotu się przebrać. Po jakiś 15 minutach szatyn wrócił. Powiedziałem, żeby poszedł się przebrać, a ja się zajmę ogniskiem. Po kilkunastu minutach siedzieliśmy już z zamiarem zjedzenia ciepłego ramen. Niestety nie zaczęliśmy jeść, ponieważ Iruka był zajęty gapieniem się na moją twarz, a czułem się z tym dziwnie i trochę odbierało mi to ochotę na jedzenie.
-Co się tak patrzysz? – w końcu zapytałem.
-Nic, nic. Jedz.
-Jak mogę jeść skoro się tak gapisz?
-Nie przejmuj się. Po prostu jedz.
-Hmmm… Zjem w namiocie. Nie mogę jeść jak ktoś tak cały czas się na mnie gapi.
-Po prostu to jedyny sposób, aby… - przerwał szatyn.
-Aby co?
-No wiesz… Nigdy nie pokazujesz twarzy, więc…
-Tylko dlatego się na mnie tak patrzysz? Hmm… Jak ci ją pokażę, to przestaniesz?
-Pokażesz? Jak pokażesz, to tak.

Zacząłem zdejmować maski, bo jak wiadomo miałem zawsze dwie. Gdy już je ściągnąłem zauważyłem, że Iruka nadal się gapi.
-Mówiłeś, że jak ci pokażę, to przestaniesz…
-Dlaczego nosisz maskę? – zapytał mnie brązowo – włosy z dziwnym wyrazem twarzy… Jeżeli mi się nie przywidziało, to miał małe rumieńce.
-Właśnie dlatego.
-Hm?
-Miałeś się już nie gapić. Jedzmy. Smacznego! – powiedziałem i zacząłem jeść.
-Ale o co chodziło? Dlaczego niby zakrywasz twarz maską?
-Jedz!
-Mhm – w końcu szatyn skończył rozmowę na temat mojej twarzy i maski.




===================================================================================================



No i jest! Pierwszy rozdział ^,^ Mam nadzieję, że się podobał Jeżeli były jakieś błędy, to napiszcie w komentarzach jakie Naprawdę proszę o poprawienie mnie. Następny rozdział powinien się pojawić wkrótce …………………….Mam nadzieję, że ktoś czyta mojego bloga


  • awatar Seiti: Zawsze się zastanawiałam co tam też Kakashi kryje pod maseczką. Kakashi i Iruka... hmm nigdy ich połączenie nie przyszło mi do głowy, dlatego z chęcią poczytam.
  • awatar The magic of life♥: zapraszam do mnie
  • awatar Azjatycko z opowiadaniami ^,^: Ymm... Dokładniejszy opis? Hmm... W sumie może i będzie, ale wiesz w sumie on wygląda tak jak w anime/mandze :) ale może i będzie ;pp Jeszcze nie wiem ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


..........................................................Kakashi x Iruka..................................................



Historia opowiada o miłości Kakashi’ ego i Iruki. Tak jak w anime/mandze

Kakashi jest miłośnikiem książek Ś.P Jiraiyi, seksownym gościem ;pp,

a także dobrze wyszkolonym jōjin’em. Iruka jest seksownym nauczycielem

w akademii. Możliwe, iż akcja będzie się rozgrywała dosyć szybko i niektóre

momenty będą przesłodzone. Postaram się zahamować szybki ciąg akcji,

ale nie wiem czy mi się to uda ;pp.


Mam nadzieję, że ktoś będzie, to czytać. Proszę o konstruktywną krytykę

 

 
Cześć! ^,^

Mam na imię Basia. Lubię czytać różne opowiadania na internecie ( szczególnie yaoi ;pp ), jeździć konno, choć ostatnio nie jeździłam, ponieważ zamknęli stadninę, w której jeździłam Kocham ANIME *o* … mangi też Możliwe, że ktoś z Was mnie kojarzy z mojego drugiego bloga na pingerze (http://magiczniludzie.pinger.pl/ ). Na początku mam zaplanowane, aby ten blog był z opowiadaniami ^^ Pierwszy rozdział już jest! Ale o czym będzie pierwsze dowiecie się wkrótce Pierwsze opowiadanie będzie w rozdziałach, ale następne planuję trochę dłuższe, a w jednej części
Serdecznie zapraszam do czytania!!! <3 Mam nadzieję, że ktoś się zainteresuje ^.^ Na blogu mogą się co jakiś czas pojawiać wpisy o anime ( recenzje, jakieś gify, itp. ). Także serdecznie zapraszam na mojego drugiego wyżej wspomnianego bloga!

Miłego dnia! ;**